Wychowanie to wielka odpowiedzialność – rozmowa z Moniką Szadkowską

Pod koniec roku szkolnego oświata przeżyła wielki wstrząs. Fala strajków nauczycieli ogarnęła cały kraj – także Bielany. Pani też strajkowała?

– Strajkowałam, byłam przewodniczącą komitetu strajkowego  w mojej szkole, uczestniczką i organizatorką demonstracji nauczycieli przed Ministerstwem Edukacji Narodowej. Całe nasze środowisko było w tym czasie pełne obaw, niepewności co do przyszłości, większość z nas przystępowała do strajku po raz pierwszy. Wielką niewiadomą było także to, jak przyjmie strajk społeczność bielańska i rodzice uczniów.

A potem strajk się skończył… nie można powiedzieć, że zwycięstwem.

– Tak, dla większości nauczycieli do dziś pozostał posmak porażki. Zdeterminowani pracownicy bielańskiej oświaty murem stanęli 8 kwietnia do strajku i spotkali się z licznym poparciem społeczeństwa- rodziców, dziadków, bielańskich społeczników. Strajk bardzo zintegrował środowisko naszych nauczycieli, czego się nikt nie spodziewał – taka nieoczekiwana wartość dodana. Dwa dni przed rozpoczęciem strajku, zorganizowałam protest przed MEN. Od tej chwili zaczęła się moja działalność strajkowa. Kilka dni później jedna ze szkół bielańskich zorganizowała protest przed naszym ratuszem i od tego czasu zaczęliśmy się poznawać – my, bielańscy „oświatowcy” w nowej rzeczywistości. Odważni, dumni, otwarci i stojący wspólnie przed wielkim wyzwaniem. Przez cały czas strajku byliśmy razem w kontakcie, tworzyliśmy fora internetowe, czaty, wspieraliśmy się i umawialiśmy na demonstracje. Okazało się, że ten czas pokazał jak wielu kreatywnych, mądrych, pełnych energii i zapału do zmian jest ludzi na Bielanach. Zaproponowałam wtedy spotkanie przedstawicieli wszystkich placówek, jego efektem było powstanie Bielańskiego Komitetu Strajkowego, który po strajku przekształcił się w Bielański Komitet Oświatowy, którego zostałam przewodniczącą. Jego głównym celem jest wspieranie się pracowników oświaty, wzajemny rozwój, tworzenie międzyszkolnych projektów i inicjatyw. Chcemy się inspirować i krok za krokiem budować nowe bielańskie standardy. Nie chcemy rywalizacji, chcemy rozbudowy międzyszkolnych relacji i integracji bielańskich placówek.

Nauczyciel to jednak zawód zaufania społecznego, więcej się od niego wymaga, bo uczy i wychowuje młodzież. Czy strajk nie podważył autorytetu tego zawodu?

– Strajk nie ma z tym nic wspólnego. Autorytet tracimy, gdy zrobimy coś nagannego, a przystąpienie do strajku było aktem odwagi, nie tchórzostwa. Czy dziś łatwo mieć autorytety? Być czyimś autorytetem? Wiem, że ja nim jestem dla mojego syna – to wielkie szczęście, ale czy jeszcze ktoś tak mnie widzi? Czy inaczej postrzegał mnie przed strajkiem? Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat zmieniło się podejście rodziców do nauczycieli, a także ich oczekiwania wobec szkoły. Kiedy zaczynałam swoją pracę, byłam młodsza od rodziców moich uczniów, ale byłam przez nich znacznie lepiej postrzegana niż dzisiaj, kiedy rodzice są młodsi ode mnie, a ja mam już więcej umiejętności i doświadczenia. Świat się zmienił przez te lata, życie jest trudniejsze, wychowanie młodzieży również. Rodzice mają mniej czasu dla dzieci, są zapracowani, zaganiani, więcej oczekują od szkoły i pedagogów. Dlatego wciąż trzeba budować wzajemne zaufanie, rozmawiać i pracować nad relacją rodzic-nauczyciel.

Rodzice często chcą przerzucić obowiązek wychowania swoich dzieci na szkołę, ale przecież szkoła uczy i wychowuje – nie da się tego rozdzielić.

– Oczywiście szkoła uczy i wychowuje, ale ciężar wychowania spoczywa przede wszystkim na rodzicach, którzy muszą być tego świadomi. Zawsze powtarzam na spotkaniach z rodzicami, że wychowanie dziecka to wielka odpowiedzialność i wielkie wyrzeczenie. Trzeba naprawdę wiele poświęcić, czasami z wielu rzeczy zrezygnować, dla wychowania własnego dziecka. Bo wychowujemy je nie dla siebie, ale dla niego i dla świata, w którym będzie żyło. Mamy wychować je tak, aby – kiedy nas zabraknie – poradziło sobie z problemami życiowymi, bo będzie do tego dobrze przygotowane. To długotrwały proces i wielkie wyzwanie. Szkoła może w tym pomóc, ale nie może rodziców zastąpić.

A co z reformą, czy raczej „deformą” oświatową na Bielanach? Podobno w tej dzielnicy jeszcze nie jest najgorzej, inne bardziej ucierpiały na zmianach.

– Skutki deformy to dwuzmianowość i lekcje kończące się późnym popołudniem, tłok na szkolnych korytarzach i w stołówkach. To brak nauczycieli, pedagogów, psychologów, terapeutów i nauczycieli wspomagających. Gdy do tego dołożymy mocno ograniczone finansowanie polskiej szkoły przez państwo, to wychodzi, że za chwilę oświata może legnąć w gruzach.

Co w tej sprawie może zrobić bielańska komisja oświaty?

– Możemy tylko zawsze stać po stronie nauczycieli i uczniów – i to robimy dając dobry przykład przedstawicielom wyższych szczebli, tych którzy mają realne przełożenie na zmiany w oświacie. Wciąż mam nadzieję na zmianę. Na nową jakość w szkole. Marzę o szkole bez oceniania, bez rywalizacji, bez testów osiągnięć, bez kucia na pamięć. O szkole, w której jest czas na rozwój każdego dziecka, czas na pasje i poszukiwania, na budowanie tolerancji, empatii i czytanie książek! I te marzenia się zrealizują. Na Bielanach!!!

Rozmawiała: Danuta Wieluńska
Artykuł pochodzi z wrześniowego numeru Naszej Gazety Żoliborza i Bielan

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*