Wiedeńskie inspiracje – zero podwózek do szkoły

Vereinsgasse. Jedna z wielu wiedeńskich urokliwych uliczek od dłuższego czasu przyciągała uwagę nie tylko turystów zwiedzających austriacką stolicę, ale także specjalistów od organizacji ruchu drogowego oraz urbanistów. A wszystko to za sprawą położonej przy niej szkoły podstawowej i eksperymentu jaki trwał od końca września do początku listopada ubiegłego roku. Sprawdzano mianowicie czy rodzice mogą nie podwozić swoich dzieci do szkół samochodami, a zamiast tego wybierali zdrowsze i bardziej ekologiczne rozwiązania np. spacer lub rower.

Znacie to uczucie? Godzina 7.55. Przed Wami sznurek samochodów, z naprzeciwka to samo, żadnej możliwości ucieczki z tego piekła. Stoisz w tym korku już od dłuższej chwili, wiesz, że za chwilę padnie TO pytanie „Mamo/Tato, ale długo jeszcze?” Nosz… kolejny dzień świra, już zaliczona porażka w blokach startowych. A jeszcze czeka Cię droga do pracy, poszukiwanie miejsca parkingowego pod „fabryką”. Dobrze, że tu jedynie jest podwózka – trudno, dziś trzeba będzie wysadzić dziecko pod szkołą, nie będzie odprowadzania do szatni… Koszmar. I to nie tylko dla Ciebie ale też dla urbanistów – nie od dziś wiadomo, że tego typu podwózki oraz poszukiwanie wolnych miejsc parkingowych nie tylko generują ale też potęgują ruch samochodowy w miastach.

Wiedeński pomysł, choć nie będący innowacją w skali europejskiej, jest prosty niczym przepis na tort Sachera. Krótki odcinek ulicy, położony bezpośrednio przy wspomnianej szkole, blokowany jest na pół godziny między 7:45 a 8:15 a wyłączenie z ruchu obowiązuje wszelkie pojazdy mechaniczne (samochody, motocykle). Efekt? Pod koniec ubiegłego roku szkolnego, by dostać się do badanej szkoły z transportu publicznego oraz auta korzystało 27% dzieci. W trakcie badania współczynnik ten spadł do poziomu 19%. Niby niewiele, ale eksperyment oceniono pozytywnie na tyle, że zgłosiło się do niego kolejnych 20 placówek spośród ok. 300 wiedeńskich szkół podstawowych. Co ciekawe, ów 81% wybór „niezmechanizowanych” środków transportu wpisuje się idealnie w plany miejscowej Agencji Mobilności, która założyła w swojej strategii aby tzw. ekologiczne sposoby poruszania się stanowiły 4/5 sposobów podróży po Wiedniu do 2025 r. Poza rozgłosem zyskano zaszczepienie zmiany nawyków, zdrowszy tryb życia oraz zwiększenie poziomu bezpieczeństwa, a także punktowe zmniejszenie zatorów ulicznych.

A teraz drogi czytelniku – wyobraź sobie np. nasze bielańskie uliczki, Staffa, Aspekt czy Szegedyńska, oraz zastosowanie na nich analogicznych rozwiązań. Czy za utratę półgodzinnego komfortu przemieszania się nimi autem zdecydowałbyś się na udział w takim projekcie? Zdaję sobie sprawę z szoku i oburzenia jaki zapewne przetoczyłby się wśród części mieszkańców naszej dzielnicy, szczególnie tych przyzwyczajonych do swych czterech kółek. Lecz jeśli na drugiej szali położyć zyski z takiej innowacji (ekologia, komfort, bezpieczeństwo) warto może byłoby zdecydować się na to rozwiązanie i tym samym, w skali dzielnicowej, dołączyć do szeregu europejskich miast (takich jak Bolzano, Edynburg), które również poszły w tym kierunku. Do ideału, czyli londyńskiej strategii wspierania ruchu pieszego, jest im jeszcze daleko, lecz brytyjskie doświadczenia wskazują jednoznacznie również na inny aspekt ekonomiczny. Ludzie przemieszczający się pieszo, korzystający z odzyskanych chodników, mają większy wpływ na funkcjonowanie lokalnych przedsiębiorstw. Piesi, jak się okazuje, wydają w lokalnych punktach handlowo-usługowych o 40% więcej niż… kierowcy.

Mariusz Samulak

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*