Ołdakowska: Konflikt o przestrzeń. Parkowanie na Wrzecionie.

Mój jest ten kawałek chodnika … czyli parkowanie na Wrzecionie
Część Pierwsza

Dawno, dawno temu… Tak zaczyna się większość bajek. Ten artykuł nie będzie niestety o bajce, choć wiele jej elementów się w nim znajdzie. Chcę za to poruszyć temat tego, w jaki sposób i za jaką cenę mieszkańcy Wrzeciona oraz osoby odwiedzające tę okolicę, pozostawiają swoje pojazdy. Każda część artykułu będzie dotyczyła innej części Wrzeciona oraz Młocin.

W ostatnim czasie w facebookowej grupie „Warszawskie Bielany – Mieszkańcy” pojawia się wiele wpisów dotyczących Wrzeciona. Większość z nich jest zdecydowanie niepochlebna. Jako rodowita mieszkanka Wrzeciona muszę przyznać, że mniej więcej dwadzieścia lat temu przyjezdni bali się pozostawiać swoje pojazdy na wrzeciońskich ulicach. Fakt, bywało różnie. Zdarzało się, że ktoś „pożyczył na wieczne nie oddanie” radio samochodowe, innym razem opony lub całe auto. Jak jest dzisiaj? Czy nadal należy bać się o pojazdy? Postanowiłam zrobić sobie spacer po „rejonie” i dokładnie przyjrzeć się jak to wygląda obecnie.

Swoją pieszą wędrówkę rozpoczęłam od okolic Nocznickiego. Spacerowałam pomiędzy szkołą podstawową Nr 273 przy Balcerzaka do ulicy Parola. Odwiedziłam wszystkie parkingi znajdujące się na tyłach bloków, jeden przy drugim. I co się okazało? Wszystkie auta prawidłowo zaparkowane. Niemożliwe – pomyślałam. Na pewno przed budynkami tak pięknie nie jest. I poszłam sprawdzić. Ku mojemu ponownemu zaskoczeniu okazało się, że jest. Przed budynkami ani jednego auta. Śliczne, nowe ławeczki. Piękna zadbana zieleń. Kilka starszych mieszkanek żywo dyskutujących. Bajka! Widać na każdym kroku, że mieszkańcom okolic ulicy Nocznickiego nie jest obojętna okolica, która ich otacza.

Po tym jakże miłym zaskoczeniu powędrowałam na osiedle, na którym spędziłam całe swoje dzieciństwo. No cóż widok, który zobaczyłam szybko sprowadził mnie na ziemię. Auto na aucie. Podwórko, które pamiętam jako miejsce gry w piłkę, zabaw w berka, grę w klasy nie przypomina już tego samego miejsca. Dawniej wymalowane wszystkimi barwami tęczy, dziś stanowi jeden wielki parking.

Oczywiście pierwsza myśl, która przyszła mi się do głowy brzmiała „gdzie Ci ludzie mają parkować?” Faktem jest, że na całych Bielanach dość dużym problemem jest zaparkowanie pojazdów. Czy to jednak uprawnia nas, mieszkańców, do niszczenia zieleni? Do pozostawiania aut na chodnikach w taki sposób, że piesi nie mają jak swobodnie z niego korzystać? W mojej opinii nie. Wszyscy musimy cały czas pamiętać, że to my sami tworzymy przestrzeń wokół siebie i to głównej mierze od każdego z nas zależy jak otaczająca nas okolica wygląda. Wstęp rozpoczęłam słowami z bajki, ale czy zakończę ten cykl happy endem? Jak wyglądają inne wrzeciońskie podwórka? Dowiecie się Państwo już niebawem.

Anka Ołdakowska

/Tekst ukazał się w październikowym numerze gazety stowarzyszenia Razem dla Bielan z roku 2017

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*